|
Z plecakiem po wyspach greckich |
|
|
|
Wpisany przez Ela
|
|
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL Bilet charterowy do Heraklionu kupiłam w biurze podróży za grosze kilka dni przed odlotem, pakowałam plecak w pośpiechu, był 3 września i miałam spędzić ponad dwa tygodnie na wyspach greckich. Lotnisko w Heraklionie powitało mnie gorącem, co za radość po ponurej warszawskiej pogodzie. Jestem tutaj pierwszy raz i z ciekawością oglądam wszystko dokoła. W boksach dla pilotów znajduję Gośkę, wprawdzie jej nie znam, ale jest to koleżanka mojej koleżanki i zgodziła się mnie podwieźć do Rethymnon gdzie jestem umówiona. Jadąc do Rethymnon oglądam północne wybrzeże Krety gęsto zabudowane hotelami, Gośka rozwozi swoich wycieczkowiczów po hotelach a ja wysiadam po drodze. Marzenka, do której przyjechałam, kończy tutaj pobyt i wkrótce jedzie po swoją grupę turystów do Aten, ale mieszkanie ma zapłacone jeszcze kilka dni, więc mi je zostawia do dyspozycji. Przeglądam foldery i mapki miejscowych atrakcji i już widzę, że nie będę w stanie wszystkiego zobaczyć. Wieczorem wybieramy się wspólnie na niezwykle barwne stare miasto w Rethymnon potem wracamy pieszo bulwarem nadmorskim kilka kilometrów, jest cudnie - ciepłe morze i rozświetlone miasto, któe teraz zaczęło żyć. Następnego dnia kupuję sobie buty górskie na zwiedzanie wyspy a wieczorem odprowadzam Marzenkę na prom. Autobus rejsowy wyje żdża jeszcze przed wschodem słońca, a chętnych do obejrzenia wąwozu Samaria jest wielu, jedziemy ściśnięci jak sardynki, wjeżdżamy wysoko w góry ciągle jest przyjemnie chłodno.
|