Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
    temp. max: -1°C
    temp. min: -10°C
    Wiatr wsch
    10.8 km/h
    Wsch. słońca 06:01
    Zach. słońca 17:33
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

tunezja-tka...
Image Detail
Mykonos16
Image Detail
Wyspy i nie tylko... Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
Wyspy i nie tylko...
strona 2
strona 3
strona 4
strona 5
Wszystkie strony

.
Wreszcie się wybraliśmy. Miała być Tajlandia, ale wyszły Cyklady. Wydaje mi się, że finansowo wyszło na jedno, chociaż Pani Ela zarzeka się, że taniej. Samolot do Aten był o czasie, więc w hotelu znaleźliśmy się po południu. Hotel z dwiema gwiazdkami, danymi chyba po znajomości, albo dawno nikt go nie kontrolował. Okolica, też raczej nieciekawa, pełno Arabów. Ponieważ, to niedziela, więc nic nie mogliśmy załatwić i ugrzęźliśmy na dwa dni.  Miało, to jednak swój urok, bo odwiedziliśmy znajome mi
ejsca. Pani Ela, tylko dwa razy się zdenerwowała na Greków. Przy lotnisku, jak kupowała bilety na autobus (chciał ją oszukać na 50 centów), a drugi raz, jak taryfiarz zażyczył sobie 25 euro za dowózkę do hotelu z placu Omonia. To znaczy, zdenerwowała się, kiedy po 15 minutach błądzenia, wreszcie do tego hotelu dotarliśmy na piechotę.
Okolica, jak wspomniałem, nieciekawa, ale może to takie wrażenie dla nieprzyzwyczajonych, bo nikt nas nie zaczepiał. W arabskiej garkuchni dali kawy, dali wina, a nawet znalazł sie jeden taki, co mówił po polsku. Zaczęło mi się podobać... Okolica międzynarodowa. Knajpka polska, też była, ale jak zobaczyłem, że za flaki mam zapłacić 6 euro, to zaraz mi chęć minęła. W Atenach, jak i w całej Grecji szlaja się pełno "wolnych" zwierząt. Kotów i psów. Chudych, widać, że na krawędzi śmierci głodowej. Przy nas troszkę podjadły. Pani Ela każdy posiłek równo dzieliła! Dwa dni w Atenach, a właściwie, to jeden, bo pierwszego dnia, to się czciliśmy (ja w szczególności). Drugi dzień był pracowity. Było wzgórze Likawitos, spacer po mieście, załatwianie biletów na prom... Wszystko wytrzymałem! Nie jęczałem!Zresztą po wejściu na wzgórze, cały alkohol ze mnie wyparował i po toniku wypitym na samym szczycie, czułem, że jestem w normie. Panorama Aten zawsze mnie zachwyca. Białe domy, w oddali wzgórze Akropolu, Pireus... Słońce, niebo, morze... Aż po horyzont... Wszystko spowite w mgiełkę, która nadaje tajemniczości i korci, aby zobaczyć co dalej. Jak dobrze posiedzieć i popodziwiać. Pogrzać się w słońcu. Odpocząć.
 
Nazajutrz promem na Santorini. Trzeba wcześnie iść spać, bo skoro świt odpływamy. Pani Ela bierze prysznic, a ja z nudów reperuję lamkę nocną. I światło zgasło! Bardzo krzyczała! Oczywiście na hotel, bo gdyby wszystko było w porządku, to bym nie grzebał... Oj tam! Taka mała niespodzianka! Za dziesięć minut recepcjonistka przyszła i zrobiła. Wszystko wyszło na plus, szybciej skończyła prysznic, szybciej się wytarła, szybciej była na chodzie, bo po angielsku, to tylko ONA... Kiedy się uspokoiła, to zasnęła jak dziecko. Obiecałem sobie, że na przyszłość nie będę w hotelach nic reperował! Żadnego zrozumienia!!!
 
Jeszcze po ciemnicy jedziemy do Pireusu na prom. Na Santorini. Po wieczorowo-nocnych wrażeniach szukamy miejsca, gdzie można "przyłożyć" głowę. Zresztą jesteśmy niewyspani, bo odwykliśmy od rannego wstawania. Z klasy "biznes", niedobry steward nas wygonił, więc umiejscowiliśmy się przy stoliku. Trafiło się przy oknie. Towarzystwo międzynarodowe. Stwierdziłem, że" żółta rasa" w ataku. Pani Ela potwierdziła i zdała relację, jak jedna z jej przedstawicielek wyrwała z ręki mapkę Naxos. I zabrała. I poszła. Ponieważ mapki były darmowe, więc Pani Ela sięgnęła po drugą. Tym razem trzymała mocno w garści i jakoś doniosła. W drodze do Santorini mijamy liczne wyspy. Praktycznie cały czas mamy w zasięgu wzroku ląd. Ciepło i słonecznie, chmurki, tylko troszkę przysłaniają niebo, aby nie było zbyt dobrze. Cyklady są piękne! No i słońce i ciepło i nadzieja na wspaniałe chwile...
 
Wreszcie, koło 16 dopływamy do wyspy . Po grecku -  Thira. Typowa wulkaniczna wyspa. Kiedyś była większa, ale wulkan zrobił bum (właściwie, to zrobił BUM) i pół wyspy wyleciało w powietrze. Z przyległościami. Zniszczona została przy okazji i Kreta. Za to, jest obecnie co pooglądać... Kiedy wulkan wybuchł, ludzi nie było w miastach. Wynieśli się. Jedno z miast, zostało odnalezione i częściowo odkopane. Jest to Akrothira. Ślepię się z promu, czy nie widać dymu, ale wulkan spokojny. Cichutki. Wreszcie reda i port. Widać czekających, którzy płyną na Kretę. My i większość pasażerów wysiadamy. Pani Ela bardzo nie lubi tłoku, więc prowadzi zakamarkami. A ja za nią. Dobrze wyprowadziła. Minęliśmy cały tłok i znaleźliśmy się na dolnym pokładzie, gotowi do wyjścia. Na brzegu szybko przeciskamy się przez tłum do informacji turystycznej. Szukamy hotelu. Taniego. Przy okazji, może dostaniemy jakieś mapki, foldery... Okazało się, że ojciec pracownika biura prowadzi hotel. Ceny różne. Ilość gwiazdek wzrasta wraz z piętrem, na którym się mieszka. Wynajęliśmy na parterze. Przy basenie. 35 euro za pokój dwuosobowy. Jak na Santorini, nawet po sezonie, to i tak tanio.
Zaraz po rozpakowaniu idziemy coś zjeść. W recepcji skierowano nas do Tawerny, mają dobrze i tanio karmić. I tak też było. Szczególnie dobre było wino. Później na dworzec autobusowy, aby zobaczyć rozkład jazdy do Akrothiry i do domu. To znaczy - do hotelu. W drodze powrotnej zawadziliśmy o sklep spożywczy. Trzeba coś kupić na śniadanie. Kiedy podziwiałem miejscowe wina, podszedł właściciel i zaczął namawiać na kupno. Z degustacją. Po trzeciej degustacji, kupiłem szybko wino i uciekliśmy. Facet już był narąbany, ale on na miejscu, a my musieliśmy jeszcze dojść do hotelu.... Wino wyżłopaliśmy przy basenie. Wieczorem. Zresztą ciemno się szybko zrobiło, a basen podświetlony, więc było przyjemnie. Cisza, spokój, my, gwiazdy icykada, która grała całą noc. Na szczęście byliśmy znieczuleni.