Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Przeważnie słonecznie i bez opadów.
    temp. max: 2°C
    temp. min: -4°C
    Wiatr poł-wsch.
    7.2 km/h
    Wsch. słońca 06:03
    Zach. słońca 17:31
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

Syros
Image Detail
ceny bileto...
Image Detail
Tatry - weekend Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
Tatry - weekend
strona 2
Wszystkie strony

tatry

 

 

 

 

 

 

TATRY-krótki wyskok

Zima w tym roku, jakaś taka jesienno-wiosenna. Już jesteśmy zmęczeni pogodą i tym, że nie można się nigdzie wyrwać. W dodatku, ostatni wyjazd, tak średnio nam się udał... Wreszcie pani Ela proponuje wyjazd na kilka dni w Tatry.  "Pokażę ci zaczarowane miejsca..." Na szczęście już pozbyła się sprzętu d
o wspinaczki, więc łażenie po skałach nam nie grozi. Będziemy oglądać z ziemi, jak się należy! Wyjazd nocnym pociągiem w piątek! Początek lutego, to powinno być dobrze...
Do Zakopanego dojeżdżamy koło 11 rano. Plecaki już spakowane, więc hyc na peron i wolniutko w stronę wyjścia. Wolniutko, bo tutaj zima na całego. Pełno śniegu i w dodatku zawiewa! Wolniutko, bo przecież nie mamy kwatery i trzeba coś znaleźć. Szukamy niedaleko stacji. Wreszcie trafiamy! Gaździna obiecuje złote góry! Wielki pokój, telewizor, spokój i ciszę... Pytamy się: za ile? Obrzuca taksującym wzrokiem (po nocy w pociągu i z plecakami, nieszczególnie wyglądamy), " a, jak dla was, to za trzydzieści". Turystów mało, to i ceny niskie... Bierzemy. Wiezie nas na miejsce i rzeczywiście, wielki pokój! Jest i telewizor, są trzy łóżka, obok łazienka. Na Szymanach. Oczywiście po 30 od łebka. Płacimy za trzy noclegi, rozpakowujemy się i w Zakopane!
Najpierw na Krupówki. No i obowiązkowo na kawę, bo padamy. Zostałem zawleczony do "Mors
kiego Oka". Ja łapię stolik, a Pani Ela kupuje. Kawa, szarlotka, lody... Kawa. O lodach zapomniano! A sama szarlotką, to się zażera! Mszczę się zapalając papierosa! Siedzimy przy oknie i oglądamy ludzi. Bezpośrednio pod nami siedzi jakiś cyrkowiec i nie daje piłce upaść na ziemię. Cały czas podbija ją głową, ramieniem, nogami. Rzucają mu tam jakieś grosze. Po wyjściu, Pani Ela rzuciła piątala. Wyszczerzył zęby w podzięce... Dochodzimy do Pomnika Zamoyskiego i wracamy. Przebijamy się przez tłum oglądających i oglądanych, sprzedających i kupujących... Paskudna pogoda, ale ludzi nie brakuje.Leżący pies z tabliczką "zbieram na kiełbasę, albo dwie" (myślę, że to nie całkiem kiełbasa i chyba nie dla NIEGO). Przebierańcy. Jeden obejmuje Panią Elę i zionie herbatką z "prądem" -" a ty, dziewczyna, gdzie przede mną uciekasz?!" Został poinstruowany, aby wziął się za młodsze. Przyjrzawszy się, uczynił to... Za dużo prądu... Idziemy do starego kościoła i na cmętarz. Kościółek z połowy XIX wieku. Drewniany. W środku góralskie rzeźby. Przytulny i swojski... Obok cmętarz. Taka Tatrzańska Aleja Zasłużonych. Leżą znani i nieznani. Mogiła taternika. Skała z linką.  Wspaniałe, w góralskim stylu rzeźby. Takie nasze Powązki... Chwila zadumy... Czas jednak goni! Idziemy dalej... Bazarek. Sprzedają wszystko! Pieski, oscypki, kożuszki, obrusy... Obrusy. Obrusy!!! Stara babina ma pięknie haftowany z góralskim wzorekiem... Kupujemy! Wyciągam Panią Elę z bazarku, bo tam jeszcze inne wspaniałości. Idziemy na obiad do Chatki Puchatka na Krupówkach. Kwaśnica i pierogi. Kwaśnica i coś tam po słowacku. Obok siedzi jakaś rodzinka. Słychać jęk "frytek nie ma!". Wychodzą. Gdybym był źle wychowany, to powiedziałbym, że buraki, więc pomijam milczeniem... Najedzeni i rozgrzani idziemy na piwo. Grzane. Łazimy po Zakopanem ze 40 minut. Wszędzie piwo i wino z mikrofali! A co ma zrobić, taki dziwak, jak ja, który nie lubi, kiedy mu bąbelki nosem idą? Wreszcie w Fisie, przy Dworcu Autobusowym znajdujemy! Pijemy po dwa! Na zapas! I na kwaterę. Tak ślisko, czy piwko działa? Szybciutko spać, bo jutro ciężki dzień. Podobno.
Autobusem do Kir. Szosa biała, ubity śnieg. I cały czas pada.  Wchodzimy na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Oczywiście za opłatą. Przed nami bardzo mało śladów. Czarno to widzę! Idziemy gęsiego. Przynajmniej dobrze, że nie ma ludzi. Spokojnie i pięknie! Można podziwiać widoki. To znaczy Pani Ela mówi, co bym widział, gdyby tak nie zawiewało. Wierzę na słowo, bo po pierwsze nie mam przewodnika, a po drugie bardzo nie lubi, kiedy ją sprawdzam... Gór nie widać, bo sypie, ale na jakieś 200-300 metrów jest widoczność. Mijamy Kirową Wodę, czy jak kto woli Potok Kościeliski. Wszystkie boczne szlaki pozasypywane. Mijają nas grotołazi. Trójka młodych ludzi ze specyficznym wyrazem twarzy. Szczęście, oczekiwanie, zadowolenie... Pani Eli zebrało się na wspominki. Jaki Ona plecak nosiła! Jaki był ciężki! Gdzie Ona nie doszła! A kto jej kazał łazić po skałach!? Wspinać się!? Ja też nosiłem plecak, tyle, że było w nim co innego... Wreszcie Ornak. Schronisko. Będzie herbatka. Dam stopom odpocząć. Chyba obtarłem... Pijemy herbatę i jemy szarlotk
ę. Z rabarbarem. Wspaniała! W rankingu miała, zdaje się 5, ja bym dał 8. No, ale to nie mój ranking, a poza tym teraz, to by mi i trawa smakowała! Przetarliśmy szlak! Wwaliło się kilka osób, później wycieczka niemieckiej młodzieży. Wrzask! Uciekamy! Wracamy jakieś 100 metrów i wchodzimy na szlak do Doliny Tomanowej. Śnieg po kolana. Szlak zupełnie nieprzetarty. Idę z 15 minut i pękam! Daję spokój. Noga obtarta, jęzor na wierzchu... Wracamy i wybieramy szlak do Smreczyńskiego Stawu. To tylko 30 minut spacerku, a ktoś poprzedniego dnia tamtędy szedł. Nie jest źle. Idziemy. Śnieg tylko do pół łydki. Po drodze, oglądamy zasypane śniegiem drzewa. Tak zima wygląda! Przestaje sypać, widoczność się poprawia. Dochodzimy do Stawu. Pani Ela już czeka przy barierce. Robię zdjęcia. Po lepsze ujęcie schodzę ze szlaku i... wpadam w śnieg do pół uda! Przychodzi następny napaleniec, a my odchodzimy. Wracając, mijamy turystę, pytamy się co w schronisku. Okazuje się, że przyszła grupa młodzieży. Polskiej. Podobna konkurują, która grupa głośniejsza. Nie mamy wyboru, bo tylko tam jest grzaniec. Pijemy. Wracamy do Kir. Pogoda na tyle się poprawiła, że widać Ornak. Oglądam ścianę Raptowickiej Turni, na którą, kiedyś Pani Ela właziła. Podziwiam. Wreszcie wychodzimy na Dolinę Kościeliską. Teraz widzę!!! Widzę również, że Pani Ela ma twarz w kolorze sztandaru jedynie słusznej partii. W odpowiedzi słyszę, że moja wygląda, jak twarz pewnego wicepremiera przed wizytą w solarium. Zupełnie nie rozumiem o kogo chodzi, ale nie dopytuję się... Wracamy do Zakopanego. Piwo w Fisie i na kwaterę, bo jutro na Słowację...