Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
    temp. max: 24°C
    temp. min: 15°C
    Wiatr zach
    18 km/h
    Wsch. słońca 04:51
    Zach. słońca 20:32
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

Machu Picch...
Image Detail
Jez. Titica...
Image Detail
DOLINA CHOCHOŁOWSKA I MORSKIE OKO Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
DOLINA CHOCHOŁOWSKA I MORSKIE OKO
część pierwsza
część druga
część trzecia
część czwarta
część piąta
część szósta
Wszystkie strony

Dolina Chochołowska ciągnie się 10 km. Na piechotkę, to jest około 2 i pół godziny spaceru. Nam się spieszy, bo chcemy dzisiaj jeszcze coś zobaczyć, więc bierzemy rowery (9 PLN od sztuki) i jedziemy powolutku do góry. Plecaki miło nas obciążają, ale to zawsze lepiej niż iść. I lepiej i szybciej. Po 13 jesteśmy już przy schronisku.

 

 

Plecaki do pokoju, asami na jedzonko. Żurek z kiełbasą. Niebo w gębie! Przy wejściu do schroniska jest barek, w którym sprzedają jakieś słodkości. Dopychamy się mrożoną kawą z lodami i szczęśliwi, powoli (trzeba uważać, na pełne żołądki) idziemy. Na Grzesia. 

Kamienistą drogą idziemy powoli pod górę. Zresztą nie mamy innego wyjścia. Przecież mamy wejść na Grzesia! Jest pięknie! Słoneczko grzeje i oświetla rosnące wzdłuż szlaku drzewa. Podziwiamy przyrodę w tym słonecznym blasku i co i rusz się zatrzymujemy, aby dokładniej coś obejrzeć. A to zwalone drzewo, a to sterczący pieniek, który aż zaprasza aby na nim usiąść. Co zresztą zaraz czynię. Nie siedzę zbyt długo, bo Pani Ela zgania i pogania. Dochodzimy do rozwidlenia szlaków, z których jeden prowadzi na Przełęcz Bobrowiecką. Przy okazji dowiaduję się, że za 40 minut powinienem być na Grzesiu, a do Doliny Chochołowskiej mam 30 minut drogi w dół.

Na Przełęcz jest 5 minut wejścia, a ponieważ Pani Ela nigdy (!) tam nie była , więc idziemy w nieznane!!!

I rzeczywiście po kilku minutach jesteśmy. To jest niewielka polanka, z której prowadzi kilka szlaków. Tak poza tym, zostaję uświadomiony, że znajdujemy się na granicy państwa. Na mapce nie ma zaznaczonego żadnego szlaku, ale to dlatego, że mapka polska, widzę jednak na niebiesko pomalowane kreski na drzewach. Znaczy się, szlak jest, tyle, że słowacki. Nie chce nam się wracać. Przecież gdzieś dojdziemy! Szlak kieruje nas w lewo, w stronę Grzesia.

Wchodzimy w ciemny, gęsty las. Po kilkunastu metrach dochodzimy do stoku góry. Szlak prowadzi prosto w górę , prawie bez żadnych zakosów. Poukładane są wielkie głazy, które maja służyć za schody, tyle, że nasze wymiary nie bardzo są dostosowane do ich wielkości... Od razu przypomniała mi się droga Inków w ostatnim dniu trekingu, ale tam było równiej. Nie mamy innego wyjścia – wchodzimy. 

Szczęśliwie, że ścieżka jest dosyć szeroka i tym samym mogę popodziwiać drogę na Bobrowiec. Również ludzi, którzy tamtędy schodzą. Na Przełęczy widziałem znak „zakaz wstępu”. Ale może to jest tylko z tej strony... Może pozostałość zanim wstąpiliśmy do Unii... Tak, czy inaczej nie widzę aby ludzie za bardzo się tym zakazem przejmowali, bo ich sznurek ciągle jest widoczny, jak się wije zakosami po stoku.

Wspinając się pod górę, od czasu do czasu zatrzymujemy się dla złapania tchu i wtedy mamy możliwość podziwiać tych, którzy schodzą na dół. Z Bobrowca. Wchodzimy coraz wyżej i w prześwitach po prawej stronie zaczyna być widoczna Słowacja. Wreszcie dochodzimy do kosówki. Szlak wiedzie, chyba, po dawnej granicy, bo co i rusz są wkopane betonowe słupki, na które włażę i wtedy mam możliwość podziwiania panoramy słowackich dolin. Skąpane w słońcu, zniżające się pagórki, powoli zamazują się w błękitnawej mgiełce, tak że linia horyzontu jest ledwo widoczna.