Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
    temp. max: 24°C
    temp. min: 15°C
    Wiatr zach
    18 km/h
    Wsch. słońca 04:51
    Zach. słońca 20:32
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

Syros4
Image Detail
Naxos9
Image Detail
Polskie Tatry Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
Polskie Tatry
strona 2
strona 3
Wszystkie strony

Polskie Tatry Zakopane! Zostawiamy samochód przy teatrze Witkacego i idziemy szukać kwatery. Nie ma problemu! Sympatyczny grubasek, ruszający się, jak żywe srebro, zaraz nas zakwaterował. U wuja.

 

 

 

 

 

 

 Tatry - kilka dni...

 

Zakopane! Zostawiamy samochód przy teatrze Witkacego i idziemy szukać kwatery. Nie ma problemu! Sympatyczny grubasek, ruszający się, jak żywe srebro, zaraz nas zakwaterował. U wuja. Jeszcze czapę nadstawił na napiwek. Samo życie... Idziemy na Krupówki. Obiad w Chatce Puchatka. Oczywiście kwaśnica i pierogi. Z kapustą i grzybami. Ta kwaśnica, jakaś taka cienka. Bezmięsna. I kapusty mało. Wersja oszczędnościowa. Mięso i kapusta, zapewne, poszły do pierogów. Mimo wszystko, najedzeni, idziemy na kawę, a później włóczymy się po mieście. Kończymy w Fisie, co prawda, nie garznym, tylko piwem z sokiem. Jutro w GÓRY!!!
Raniutko pobudka i szybkie śniadanko. Kanapki do plecaka, picie, kurtki i na przystanek. O 7.15 busem do Doliny Kościeliskiej. Jedziemy z kierowcą, który spotkał znajomego i opowiada mu najnowsze wieści. Niechcący i my się dowiadujemy o Władku, który miał 1,5 promila, jak jechał busem i zabrali mu prawko na cztery i pół roki idali sześć tysięcy do zapłacenia. O Zdzichu, co dał 1500 PLN policjantowi, a i tak mu zabrali prawko (policjanta zamkli na trzy miesiące)...
Wreszcie na miejscu. Przed ósmą przekraczamy granicę Tatrzańskiego Parku Narodowego, dzięki czemu zaoszczędzamy 8.80 na biletach. Jakoś wyrzutów sumienia nie mamy... Idziemy na Ornak. Inaczej niż zimą. Zielono. Pięknie. Inaczej. W schronisku jesteśmy po dziewiątej. Szarlotka będzie dopiero koło 11, więc pijemy kawę i w góry! Na Ornak. Szeroką i wygodną ścieżką po zboczu, powoli nabieramy wysokości. Drzewa coraz mniejsze i im wyżej, tym częściej można zobaczyć przeciwległy stok. Wreszcie wchodzimy w kosodrzewinę i jest nagroda! Dolina Kościeliska u stóp! Wśród drzew niebieścieje oczko Smreczyńskiego Stawu. Im wyżej, tym widoki piękniejsze. Mijamy parę turystów. Ona, o kształtach rubensowskich, troszkę osłabła i się ociąga. Zza zakrętu obserwuję, jak partner dopinguje ją do szybszego marszu szczypiąc w siedzenie. Pomaga! Wreszcie na grzbiecie. Wchodzimy na Siwe Skały (1867 m npm). Buty bardzo się przydają, bo podejście troszkę niewygodne. Trzeba skakać po skałkach. Dolina Kościeliska znika za nami i otwiera się widok na szczyt Starorobociański i panoramę Tatr Zachodnich. Przez Siwą Przełęcz idziemy na grań w stronę Pysznej. Tam robimy sobie odpoczynek. Jakaż przyjemność zdjąć buty i nikomu, to nie przeszkadza! Boso przechodzę do Słowacji i z powrotem, do Polski. Jednak Wielka Europa, to jest TO !!!
Nad Starorobociańskim zbierają się chmury. Wracamy. Tyle, że schodzimy do Doliny Starorobociańskiej. Zakosami po kamyczkach. Zaczyna padać, najpierw deszcz, potem grad. Robi się trochę chłodno, dobrze, że mamy kurtki. Czujemy nogi... Ciągle w dół...Wreszcie poziom lasu, czasami zdarza się równiejszy teren. Wtedy odpoczywamy idąc. Byle do Doliny Chochołowskiej, tam będą rowery, którymi zjedziemy sobie w dół. Jeszcze kawałeczek i już!!! Za zjazd do granicy parku płacimy po 9 PLN-ów. Bandytyzm!!! Ale jaka ulga! Siedzimy sobie, a droga sama mija. Jest po 17, jutro mamy mieć "odpoczynkowy "dzień. Przynajmniej Pani Ela tak obiecuje...

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą mamy się nie przemęczać. Wylegujemy sie w łóżku do 6.10. Całe 10 minut dłużej, niż zazwyczaj! Zaczynam czarno widzieć ten "odpoczynkowy" dzień... Ponieważ nie lubimy płacić (Pani Ela) za wstęp do lasu, jedziemy do Doliny Kościeliskiej, jak wczoraj o 7.15. Wyrabiamy się przed poborcą myta. Zabawnie wygląda facet, usiłujący za wszelką cenę zapłacić. Łaził koło budy, jak kot koło gorącej kaszy! Zrezygnował, widząc jak szybko mijamy rogatki TPN. Legalista!
Idziemy w stronę schroniska Ornak. Dochodzimy do Wąwozu Kraków. Wchodzimy. Wspaniałe, pionowe ściany wapiennej skały porośnięte drzewami. Wąwóz ma początkowo szerokość około 6 metrów, głębiej rozszerza się. W ścianach nisze, tworzące dobrą osłonę przed deszczem. Idziemy po kamieniach wyślizganych przez wodę i zwiedzających. Myślę, że niezbyt dobrze, byłoby się tu znaleźć w czasie dużego deszczu. Jakieś półtora kilometra mamy uciechę, oglądając pionowe ściany parowu porośnięte lasem. Czasami drzewo odczepia się i spada. Kłody leżą na poboczu odsunięte z przejścia. Dochodzimy do Smoczej Jamy. Szlaban. TPN zamknął szlak, bo (jak Pani Ela mówi )turyści szukali skarbów łażąc po jaskiniach i za dużo roboty było z ratowaniem. Z powrotem idziemy już wolniej, słońce świeci, więc i widoki wspaniałe! Szlakiem do schroniska. Na kawę. Szarlotki jeszcze nie ma, a my zastanawiamy się co dalej... Obstaję przy wersji "odpoczynkowej". Pani Ela się zgadza i mówi, że na pewno tak będzie, bo przecież nigdzie daleko nie pójdziemy. Zrobimy, taki mały łuk górami i wrócimy do Doliny Kościeliskiej.  "Właściwie, kochanie, to my już wracamy na kwaterę, tyle że górną drogą". No, to wracamy!Dzisiaj moje imieniny, więc już sobie układam, jak będę się czcił. Zimne piwko. Później zimne piwko z sokiem. Później znowu piwko, a dalej już wszystko jedno... Idziemy! Skręcamy na Tomanową Przełęcz i powoli wspinamy się do góry. Jak zawsze, byle przejść las i dojść do kosodrzewiny. Po około pół godzinie wychodzimy na Niżną Polanę Tomanową. Zarośnięta krzewami, ostami, można iść tylko wąską ścieżynką.Zaraz za nią Wyżnia Polana Tomanowa. Robimy tutaj mały odpoczynek przed dalszą drogą. Zaczynam mieć, jakieś, takie dziwne przeczucie... Delikatnie, pytam się, ile jeszcze będziemy iść. Odpowiedź godna prawnika. Powinna zmienić zawód!Dużo słów, zero informacji. No nic i tak się nie wrócę... Wychodzimy z lasu i zaczyna się kosówka. Jeszcze kawałek i trawersik. Nic specjalnego, na Ornaku było trudniej. Z góry oglądamy Dolinę Kościeliską. Dochodzimy do Chudej Przełęczy (1853 m npm). Wleźliśmy jakieś 750 metrów w górę. Za to widoki... Organy oświetlone słońcem... Postrzępione skały odbijające blask, jak lusterka... Zieleń gór porośniętych kosówką, a niżej lasem... Odcienie zieleni... Błękit nieba, biel chmur... Z drugiej strony panorama Zakopanego. Kojarzy mi się ze starą mapą, gdzie narysowane są i domy i drzewa... Dobrze było wleźć i zobaczyć... Teraz tylko w dół! Byle powoli, bo troszkę stromawo. Ludzi robi się coraz więcej, więc trzeba uciekać... Schodzimy do Doliny Kościeliskiej i do Kir. Do Zakopanego... Wreszcie mogę się uczcić!!!