Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
    temp. max: 24°C
    temp. min: 15°C
    Wiatr zach
    18 km/h
    Wsch. słońca 04:51
    Zach. słońca 20:32
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

Stara_Thira...
Image Detail
trawnikowa ...
Image Detail
Słowackie Tatry Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
Słowackie Tatry
strona 2
Wszystkie strony

Tatry Słowackie

 

 Dolina Staroleśna i Zimnej Wody.

 

Na Słowację dojechaliśmy samochodem. Zatrzymujemy się w Tatrzańskiej Łomnicy i szukamy noclegu. Hotele odpadają, bo tam za
nocleg życzą sobie po 100 sk. od osoby. Zrobiliśmy parę kilometrów, zanim znaleźliśmy pokoik na poddaszu w pensjonacie "Zora", po 56 sk za noc. Dupiasta blondyna, tylko dlatego nam go zaproponowała, bo usłyszała, że Polacy. Pokoik niczego sobie, tylko wspólna łazienka i kibelek. Z Litwinami. Szczęśliwie, najczęściej kładliśmy się spać, zanim oni wrócili, a wstawaliśmy, kiedy jeszcze spali. Było ich z osiem sztuk płci obojga, ale nie narzekaliśmy na sąsiedztwo. Mają tylko, taką dziwną manię, że nie zamykają drzwi od kibla i łazienki, kiedy z nich korzystają. Raz Pani Ela, raz ja się naciąłem. Zostawiamy bambetle i na spacerek...
Wjeżdżamy kolejką linową na Skalnate Pleso. Wagoniki cztero
osobowe. Jesteśmy sami, luzy, bo jeszcze przed sezonem. Mam lęk wysokości. Pani Ela znęca się nade mną, opowiadając, jakie mamy piękne widoki. Czasami zerkam i stwierdzam, że mówi prawdę. Żeby jeszcze tak się nie bujały... Na Łomnicę jedziemy dopiero o 12.30, więc mamy ponad godzinę wolnego. Idziemy na knedlik. Madziarskiego nie ma, jemy szegedyński. Teraz wiemy, jakiego nie należy jeść! Wreszcie jedziemy kolejką linową na Łomnicę. Kupa ludzi! I kobiet. I dzieci. Płyniemy w chmurach. Czasami przewiewa i odsłaniają się góry. Bajka. Szczyt Łomnicy. 2622 m npm. Wchodząc po schodkach dostajemy bilety upoważniające do zjazdu na dół. Pani Ela mówi, że to po to, aby ci, co wlezą sami, nie zjechali za darmo. Na górze wieje i zimno. Czasami słonecznie, czasami w chmurce. Widać polskie Tatry. Gerlach. Oglądamy Chatę Teryego, do której jutro mamy dojść. Wygląda całkiem ciekawie. Dolina Zimnej Wody. Wygląda nieźle. Po 50 minutach zjazd na dół. I dobrze! Pełno małych dzieci, którym się nudzi i drą się na potęgę!!! W dół. Do Skalnatego Plesa. Z powrotem nie chcemy już jechać kolejką, więc idziemy pieszo. To tylko jakieś dwie godziny. Drepczemy ścieżką nieco kamienistą. Za nami, jeszcze kilka osób, ale po jakimś kwadransie rezygnują. W sandałkach nieco trudno... To nie chodnik. Zatrzymujemy się na odpoczynek, na polance przy kosodrzewinie. Mam nadzieję, że się zdrzemnę. Odpocznę na słoneczku... Jest naprawdę komfortowo. Słońce, lekki wiaterek, piękny widok na Spisz. Poleżałem z dziesięć minut. Muchy. Wysokogórskie. Draństwo bzyczy, łazi po mnie, gryzie. Mam dosyć! Idziemy w dół. Po ścieżce prowadzącej wśród kosodrzewiny, później lasem. Im niżej, tym cieplej. Nawet bardzo! Koszula mokra. Czuję, że zaczynają mi się wyrabiać mięśnie w nogach. Mam wodę w butelce, więc czasem pociągam. Dobra woda! Mokra! W źródełku obmywam twarz i ręce. Człowiek ma bardzo dużo soli w sobie! Wreszcie koło 15 na dole. Szybko na kwaterę, prysznic i na papu! Oczywiście knedliczek i piwo (należy wyrównać poziom płynów w organizmie). Wyrównujemy do wieczora i z trudem wchodzimy na nasze poddasze. Jak dobrze się położyć!
Poranek pochmurny, ale się przeciera. Do Starego Smokovca jedziemy "lanovką" (kolejka). Dalej do Hrebienioka (Siodełko), kolejką wysokogórską. Wybieramy "czerwony szlak" prowadzący do Chaty Teryego. Na szlakowskazie jest napisane, że 2,5 godziny, ale w tym czasie, to chyba idzie tylko "nosiciel", w dodatku bez obciążenia!

Zaczyna się mżawka. Rześko! Idziemy tą samą trasą, jak w lutym, tyle, że bez śniegu. No i widoczność marniutka. Mijamy wodospady. W lutym wisiały tam sople i ciekła jakaś mizerniutka stróżka wody. Teraz zupełnie co innego! Woda leje się szeroką strugą, huczy po kamieniach. Jest zupełnie inaczej!Tyle, że słońca nie ma. Jeszcze kawałeczek i znajdujemy "kolibę". Robimy sobie przerwę. Dosyć wygodnie, ale spać, to ja bym tutaj nie chciał! Dalej w drogę! Byle minąć las. Do kosodrzewiny! Tam ciekawiej. Powoli się przeciera. Chyba wychodzimy ponad chmury. Za schroniskiem Nalepki mijamy ujęcie wody i idziemy wzdłuż potoku. Wchodzimy w kosówki. Otwiera się widok na turnie Rywocin i Kościołów (z lewej), a po prawej stronie Łomnicka Grań. Wszystko dzikie, pokryte kosówką, wśród której, tu i ówdzie rosną rachityczne brzózki i jarzębina. Dolina się rozszerza. Teren robi się płaski. Pod nami liczne strumyczki, które nawadniają zieloną łąkę. Świeże, ostre kolory... Zieleń trawy, żółć mlecza, jakieś fioletowe kwiatki. Wszystko w słońcu, które czasem ginie za chmurą. Nad wszystkim unosi się biały opar mgły... Robi się coraz cieplej. Od słońca, od drogi... Dobrze, że co i rusz źródełka, to można się napić, opłukać. Na trasie, jeszcze niewielu turystów, ale w dole widać, że już nas gonią. Skąd, to to powychodziło? Siadamy u podnóża piragu. Ostatnia przeszkoda do pokonania. Szlak wiedzie zakosami w górę. Płaty śniegu leżą na zboczach i przyjemnie chłodzą. Zjadamy co mamy i wypijamy co pozostało. Apetyt dopisuje! Jakieś 40 minut później jesteśmy przy schronisku. Cały czas pod górę! Ale za widoki się opłaca! Dolina Pięciu Stawów Spiskich! Wreszcie! Po trzech godzinach drogi, z wielką przyjemnością idziemy do schroniska na czaj. Z małym prądem. Będziemy szli na dół, więc nie powinno nam przeszkadzać, a raczej pomóc! Jesteśmy na wysokości 2015 m npm. Przeszliśmy 760 metrów pod górę i 3, 5 godziny po szlaku (czort wi ile to kilometrów). Otoczenie doliny jest wspaniałe! Skały Pośredniej Grani (2440), Łomnicy (2632), Lodowy (2628) górują nad doliną. Wyżłobione lodowcami wanny skalne wypełnione są wodą i tworzą jeziorka.. Woda w nich ma kolor stalowo-granatowy, co w połączeniu z surowym, górskim otoczeniem daje wspaniały efekt. Czuję się, jakbym był na innej planecie! Jestem zachwycony i szczęśliwy, a sądząc po minie Pani Eli, ona podziela moje odczucia. Chmury poszły do góry, wyszło słońce co dodaje jeszcze uroku... Wracamy.