|
Sobota w Kazimierzu... - cz.4 |
|
|
Wpisany przez Piotr Wojtkowski
|
|
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL Rozmarze  ni i zrelaksowani idziemy na spacer brzegiem rzeki, po wale przeciwpowodziowym, na którym zrobiony jest deptak. Chcę dojść do przeprawy promowej, aby sprawdzić, czy prom kursuje. Jakoś nie chce mi się wracać przez remontowane Puławy. Jest jednak tak ciepło, że po półgodzinnym spacerku mamy dosyć. Niekoniecznie muszę, przecież wracać przez Janowiec. Mogę wrócic drogą na Lublin. Wracamy do Kazimierza ulicą u podnóża wzgórza. Pani Ela - Kwietna Pani, co i rusz zatrzymuje się, by popodziwiać rabaty w miejscowych ogródkach. Powoli wracamy w stronę rynku, a z tamtąd już blisko na parking. Zapełnił się. Mijamy zaparkowane autobusy. Z tyłu, za nimi, zasłonięci od wiatru i ludzi stoi kilka osób i griluje. -Widzisz, nawet i gril ze sobą przywieźli! - Pani Ela patrzy się na grilujących. Słoneczko świeci, jest zupełnie inaczej niż rankem. Dochodzimy do samochodu, który stoi w cieniu drzewka, pod którym zaparkowałem. Nie jest nagrzany i od razu można jechać. To jedziemy. Do domu  . Przy skrzyżowaniu, nie jadę w prawo, na Warszawę, tylko skręcam na Lublin i później, w Celejowie na Końskowolę. Boczne drogi, to wcale nie znaczy, że dużo gorsze. Przynajmniej nie muszę stać w korku, a i ruch mniejszy. I widoki ciekawsze, bo tamte, już się opatrzyły... Wyjeżdżamy w Puławach, ale już poza remontowaną drogą. Jeszcze ponad godzinka jazdy i jesteśmy w domu. Babcia się bardzo ucieszyła, że już jesteśmy!!! Szczególnie, że mnie zobaczyła!Ostatecznie jestem jej najlepszym zięciem!!!
|