|
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL  Mieliśmy do wyboru: rowerek, albo wyjazd. Pogoda się zrobiła taka piękna, że z miejsca zdecydowaliśmy - jechać! Niedziela. Słońce. Ciepło (w miarę: 10stopni). Kierunek - Świętokrzyskie.
Byle do trasy na Kraków, później już lepiej. Nie tylko my doszliśmy do wniosku, że nie ma co siedzieć w domu, inni również wypuścili się w podróż! Przed Słomczynem (giełda samochodowa) dowiadujemy się, że w niedzielę rano, nie należy tędy jechać! 10 kilometrów w 25 minut. Słońce świeci, nic nas nie zdenerwuje, możemy kontemplować okolicę. Na niebie widać klucz wracających ptaków. "Polonia wraca" - stwierdza Pani Ela. Ta skrzydlata i owszem, reszta siedzi, gdzie ją wywiało i zarabia(najczęściej) dutki. Ponieważ pani Ela nie wypiła kawy, zatrzymujemy się w Radomiu w McDonaldzie. Przy okazji się tankuję. Po kawce, życie wydaje się jeszcze piękniejsze i bardziej kolorowe... Jakieś 15 kilometrów za Radomiem, pierwszy przystanek. Orońsko Pałacyk Brandta i Muzeum Rzeźby. Nieduży parking, ale ludzi mało, więc bez problemów parkuję. Brama na teren parku pałacowego uchylona, więc wchodzimy. Szeroką aleją idziemy w stronę pałacyku. Na terenie parku jest co oglądać. Rzeźba współczesna. I nie. Twórcy byli, wydaje mi się, niedopieszczeni... Bo to, chyba nie moje kosmate myśli... Pierwsza rzeźba (?), którą zobaczyłem, to był trzymetrowy fallus, no może nie pierwsza, ale najbardziej rzucająca się w oczy. Dalej było różnie. Pani Ela mówi, że artyści mają specyficzne widzenie świata, więc nie ma co się dziwić, tylko przyjmować, to co i jak widzą. Kiedy wspomniałem, że ja również podobnie, bardzo często widzę, więc zapewne jestem swego rodzaju artystą, usłyszałem w odpowiedzi, żem nie atrysta, tylko świntuch... No cóż, niech i tak będzie! Mijamy kapliczkę i kota we fraku. Zagadaliśmy do niego, ale miauknął ze dwa razy na powitanie i dał do zrozumienia, że nie ma czasu na pieszczoty, bo ma pilne sprawy do załatwienia. Wlazł za drzewo i zaczął jeść trawę. Będzie, jednak padać! Dochodzimy do pałacyku. Do zwiedzania udostępniony parter. Typowe wnętrza XIX-to wiecznego pałacyku. Jednak, widać, że jest gospodarz, wnętrza zadbane, piękne podłogi. Pomieszczenia takie, jak w owych czasach... Przytulne wnętrza. Do obejrzenia są jeszcze ekspozycje w Kaplicy i Oranżerii. Szczególnie piękna wystawa w Oranżerii. Bogdana Markowskiego. Ja latałem i oglądałem, a Pani Ela poplotkowała (wymieniła informacje) z pracownicą muzeum, która z nami chodziła i otwierała pomieszczenia. Dziewczyna dojeżdża z Radomia, ostatnio usiłowała zdać egzamin na przewodniczkę i oczywiście dowiedziała się jakie problemy ze zdaniem miała Pani Ela. Pałacyk, Kapliczka i Oranżeria. Raptem niecała godzina chodzenia i oglądania. Wracamy przez park, w pewnym momencie, przy stawie, odkrywam ułożone półkoliście na trawniku, tabliczki z sentencjami. Spędziliśmy jeszcze jakiś czas na czytaniu... Jaka szkoda, że to nie późniejsza wiosna, byłoby jeszcze piękniej, zieleniej...
|