Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
    temp. max: -1°C
    temp. min: -10°C
    Wiatr wsch
    10.8 km/h
    Wsch. słońca 06:01
    Zach. słońca 17:33
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

biebrza-oko...
Image Detail
Titicaca-pł...
Image Detail
Tydzień w Tunezji Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
Tydzień w Tunezji
strona 2
strona 3
strona 4
Wszystkie strony

 

Tunezja Tydzień w Tunezji - miasta, drogi, bezdroża...
Zostało jeszcze parę dni urlopu, więc pojechaliśmy do Tunezji. Zostało jeszcze kilka miejsc do zobaczenia i ludzi do poznania. Było różnie, ale wspomnienia o wiele gorsze niż za pierwszym razem.

Tydzień w Tunezji - miasta, drogi, bezdroża...

Zostało jeszcze parę dni urlopu, więc pojechaliśmy do Tunezji. Zostało jeszcze kilka miejsc do zobaczenia i ludzi do poznania. Było różnie, ale wspomnienia o wiele gorsze niż za pierwszym razem. Może dlatego, że jeździliśmy samochodem i każdy myślał, że naszym obowiązkiem jest dzielić się z biednymi... Mimo wszystko nie żałujemy. Byliśmy w Sousse, Kirouanie, Matmacie, zwiedziliśmy ksary. Tydzień czasu, to jednak niedługo...

Wylot 13 grudnia. Nie dość, że 13, to jeszcze rocznica! W nagrodę, samolot zamiast o 10.50, wystartował o 13.15. Czas wykorzystaliśmy na picie kawy i zwiedzanie hali odlotów Okęcia. Coś trzeba było robic! Wreszcie odprawa. Jesteśmy w strefie wolnocłowej. Jemy śniadanko w barze. Za dwie jajecznice i dwie herbaty płacę 45 PLN-ów. Zdzierstwo! Z nudów łazimy po sklepach i tak jakoś 200 zlotych pękło... Przechodzimy przez kontrolę Straży Granicznej. Przed nami ze cztery razy cofają faceta. A to klucze w kieszeni, a to zegarek, pasek, jeszcze coś tam... Czasami mam wrażenie, że Pani Ela ma rację, brzydko wyrażając się o płci dla niej odmiennej. Wreszcie w samolocie. Tunisair. Może tym razem nie zniszczą nam torby... Monastir po niecałych
trzech godzinach! O 16.30. Słonecznie i ciepło, chociaż wieje. Ważne, że cieplej niż w Polsce! Autobusem dowożą nas do Sousse. Przy hotelu Kaiser, wysiada z nami starsza para (tak bliżej 70 niż 60), i trzy młódki. Wypełniamy karty hotelowe, zanosimy bagaże. Pokój 402. Bezpośrednio pod kuchnią restauracji. Widok na miasto, ale olewamy, bo przecież nie będziemy tutaj długo. No i na miasto! Odwiedzić stare kąty. W recepcji wymieniamy zielone na dinary. Drań, chciał niedopłacić pięć dinarów, ale jak zobaczył, że przeliczam, to z bólem serca dodał... Zapytaliśmy o samochód. Zaproponował za 95 dinarów dziennie. Zniesmaczeni wyszliśmy. Dureń! Już jak nie daliśmy się zrobić na wymianie, to powinien wiedzieć, że trzeba inaczej! Spacerk po głównej ulicy. Sklepy, kawiarnie, handel... Idziemy do garkuchni, gdzie stołowaliśmy się poprzednim razem. Dwa razy kurczak - 5 TND. Z napiwkiem. Wszyscy zadowoleni! Ja z początku chciałem jagnięcinę, ale jak zobaczyłem, że to kawałek mięsa z fasolką... Pokój w hotelu ma słabą wentylację, a Pani Ela zajęła miejsce przy oknie! Darowałem sobie. Kurczak też był dobry. Pełni sił ruszamy dalej! Tak niedaleko. Do kawiarni przy bulwarze. Same chłopy! Normalka, u nas idą na piwo, tutaj do kawiarni, która jest czynna non-stop. Za herbatę miętową (z liśćmi mięty) i kawę chcą 660 milimów. Daję dinara i czuję się, jak Krezus! Herbatka (Pani Ela dopuściła)- marzenie, kawka (ja) - wspaniała! ŻYCIE!!! Wracamy do hotelu. Było ciężko! Jaśnie Pani brak orientacji i usiłuje prowadzić w zupełnie inną stronę niż mieszkamy. Uparte to, to... Ale ja silniejszy! Przykleiłem się do ramienia i po prostu szedłem wlokąc Panią Elę za sobą. Niezbyt była zadowolona, że jednak miałem rację!

Rankiem, po zabiciu karalucha, który miał pecha i zjedzeniu śniadania - na poszukiwanie samochodu! Biur nie brakuje! im dalej idziemy, tym cena niższa. W bocznej uliczce wchodzimy do małego biura wynajmu. Nie idzie się z chłopiną dogadać! Po angielsku (Pani Ela), po polsku (ja), na migi (też ja). Po jakiś pięciu minutach wpada kobieta. Coś tam do niego powiedziała. Aż mi się chłopiny żal zrobiło. Miał minę zbitego psa... Nie dziwota, że tak wysiadują w kawiarniach... Chciała 50 TND dziennie. Poszliśmy dalej... Nogi zaczynają boleć, decydujemy się wejść do jeszcze jednej agencji, a później na kawę. Facet zaproponował nowy samochód za 50 TND dziennie. Zgadzamy się! Wiezie nas do właściwego biura i tam podpisujemy umowę. Chcę płacić w dolarach, ale broni się przed tym. Prowadzi do banku. Akurat dostawa pieniędzy. Dinarów. Tutaj, chyba nie ma napadów na banki! Ani na konwojentów! Facet przywiózł pełną teczkę pieniędzy, bez żadnej ochrony. Wywalił wszystko na blat, przy kasjerze i czekał aż ten policzy. My, metr za nim, też czekamy. To naprawdę bezpieczny kraj! Niech, który by tak spróbował u nas zrobić! Płacimy i umawiamy się na jutro na ósmą, przed hotelem. Wracamy spacerkiem. Słoneczko. Ciepło. W hotelu zostawiamy kurtki i brzegiem morza idziemy w stronę mediny. Zapach morza, lekki wiaterek ... Żałuję, że nie mam ręcznika, bo bym pewno chycnął do wody...