Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
    temp. max: -1°C
    temp. min: -10°C
    Wiatr wsch
    10.8 km/h
    Wsch. słońca 06:01
    Zach. słońca 17:33
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

Indie-2
Image Detail
Przy łodzi
Image Detail
KILKA DNI W LADAKHU Drukuj Email
Wpisany przez SARAMAK WIESŁAW   
Spis treści
KILKA DNI W LADAKHU
1
2
3
Wszystkie strony



Kilka dni w Ladakhu

Ladakh to odosobniony fragment Indii, schowany za łańcuchem Himalajów, „trudno dostępny” a przez to ciekawy i intrygujący. Wystarczy jednak 1,5 godzinny lot z Delhi lub dość długi przejazd autobusem i można znaleźć się w zupełnie innym środowisku. Tam, gdzie ludzie życzliwi i jeszcze nie zmanierowani przez masową turystykę, gdzie powietrze czyste i rześkie, a wszystko inne niż w pozostałych częściach Indii.

Wyjazd nad jezioro Pangong

Pobudka o 5.30. Zapowiadała się piękna pogoda (i taka była przez cały dzień). Ok. 6.30 przyjechał umówiony samochód, to terenowa Toyota. Ruszyliśmy w drogę do jeziora Pangong. Na początek pojechaliśmy zatankować nasz samochód. Stacja benzynowa leży obok lotniska. Akurat lądował samolot z Delhi. Wyglądał bardzo malowniczo na tle klasztoru Spituk.
Potem już przygotowani, trochę śpiącą dolina, pojechaliśmy wzdłuż Indusu. Pogoda piękna więc pałac w SHEY prezentował się bardzo okazale w ostrym porannym słońcu. Kawałek dalej klasztor Thikse ale ten akurat w cieniu. Po drodze nie było nic specjalnie ciekawego. Tylko w jednym miejscu było mnóstwo czortenów, dużych i małych a wszystkie bardzo zniszczone. Minęliśmy rezydencję Dalaj Lamy. Pięknie utrzymany park, przy wejściu w rzędzie stało kilka ładnie odnowionych stup, a w głębi pałacyk z licznymi złoconymi ozdobami.
Zjechaliśmy z głównej drogi Leh – Manali i zatrzymaliśmy się przy pierwszym posterunku kontrolnym, gdzie oddaliśmy kopię zezwolenia na przejazd. Cudzoziemcy udający się do strefy przygranicznej (jez. Pangong leży w tej strefie) zobowiązani są do posiadania takiego zezwolenia. To formalność, zezwolenie wydawane jest dla min. 4 osób, jeżeli nie ma tylu chętnych to urzędnicy wpisują „martwe dusze” i po kłopocie. Oczywiście trzeba za nie zapłacić (100 Rs/os).
Potem skręciliśmy z głównej drogi i obok ukazał się klasztor Chemre, cały pięknie oświetlony porannym słońcem. Widok bajkowy, nie bez powodu klasztor uznawany jest za najpiękniejszy w okolicy, może nie najważniejszy pod względem religijnym ale zdecydowanie najbardziej urodziwy. Dalej jechaliśmy zielono-żółtą o tej porze roku doliną, otoczoną wysokimi, jałowymi wzgórzami, cały czas mając w tle ośnieżone szczyty. W Sakti skręciliśmy na drogę do jeziora. Zaczęła się mozolna wspinaczka, licznymi zakosami coraz wyżej i wyżej. Chociaż słońce wznosiło się dość szybko, robiło się coraz zimniej.
Zielono-żółta dolina malała coraz bardziej aż w końcu znikła zupełnie. Zostaliśmy wśród jałowych wzgórz. Dookoła pustka. Czasem na poboczu drogi siedzieli skuleni z zimna ludzie, czekający na autobus (dla informacji: lokalny autobus z Leh do Durbuk jedzie 9 godzin ) Czym wyżej tym droga była bardziej zniszczona, czasem wcale nie było twardej nawierzchni.