Po 9,5 godz locie z Budapesztu lądujemy w Bangkoku. Krótka odprawa paszportowa, celna: uśmiech, kiwnięcie głową i już jestem w Tajlandii. Przejście do terminalu krajowego, bilet do Chiang Mai (1900TBT) lot ok. 1 godz. Jest 21.00, noc, paskudnie duszno i gorąco. Taksówka (100TBT) do LEK HOUSE ( 80TBT za noc w jedynce), prysznic w kiblo-łazience i spać.
5 grudzień – CHIANG MAIPobudka ok. 700.Za

oknem piękny słoneczny poranek. Na dziedzińcu hoteliku kwitnące krzewy, za płotem świątynia z błyszczącą złoceniami chedi. Bajkowo-kiczowaty ale przyjemny obrazek. Stara część miasta otoczona resztkami murów. Dużo świątyń. Na ulicach spory ruch. Nie ma koszy na śmieci ( pewnie dlatego nie śmierdzi ), wszędzie kwiaty i bardzo przyjemny zapach. Ok. 9.00 robi się nieprzyjemnie duszno. Na szczęście co pewien czas pojawiają się chmury, wtedy można odetchnąć. Na dobry początek poszedłem zrobić sobie tajski masaż. Panienka nikczemnej postury prawie mnie połamała tak że czułem się jak obity kołkiem. Później jednak samopoczucie było wspaniałe.
6 grudzień – CHIANG MAIChyba coś przedobrzyłem z jedzeniem ( a było takie smaczne ) bo prawie całą noc nie spałem. Mimo to jadę do DOI SOTEP (tuk-t

uk 120TBT ), kierowca to chyba jakiś wariat bo jechał raz lewą raz prawą stroną szosy, do tego w takim tempie brał ostre zakręty że aż mnie zemdliło ( a jedzie się pod stromą górę ).Świątynia naprawdę jak z bajki. Wejście po schodach ( dla leniwych winda ).Dla tych którzy mają nieodpowiedni strój tzn koszulki z odkrytymi ramionami i spodnie z odkrytymi kolanami, wypożyczalnia właściwych strojów. Wewnątrz głównej części świątyni pełno ludzi. Dookoła wszystko kapie od złota. Wszędzie figurki Buddy, większe i mniejsze, szmaragdowe( zielone), alabastrowe , złote, bardzo dużo i bardzo ładne. Po obejrzeniu wszystkiego co bliskie i dalekie pora wracać. Tym razem tuk-tuk 30TBT. Po południu wypad do WIANG KUM KAM ( tuk-tuk 200TBT ) Kierowca trochę błądził ale w końcu trafił. Na miejscu piękny park, świątynia na tyle oświetlona wewnątrz że można robić zdjęcia. W innym miejscu chedi w kształcie piramidy z dużą ilością nisz a w każdej z nich figurka Buddy.
7 grudzień – CHIANG MAIDopiero minęła 9.00 a już j

est niezła parówa. Kolejna wizyta w WAT PRA SUNG, potem czapka na głowę i do WAT SUN DARK. Kompleks z dużą ilością małych i jedną dużą chedi. Wewnątrz wiharu duży posąg Buddy w towarzystwie wielu mniejszych. Gorąco. W oddali na wzgórzu widnieje DOI SOTEP. Kolejny obiekt to WAT UMONG. Daleko za miastem ale spacer całkiem przyjemny. Świątynia to w zasadzie park, na szczęście dużo cienia. Potem do WAT CHAD YOD. Obiekt trochę zniszczony ale inny od oglądanych dotychczas. Kształt głównej chedi jest kopią Macha Bodi w Indiach. Po tak intensywnym dniu wspaniała ryba na kolację. Potem piwo ( 0,6l 40TBT ) i spać. Jutro wyjazd do LAMPANG.