|
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL JEMEN „Legendarny kraj królowej Saby, Jemen, jest jednym z najdawniej zasiedlonych reg ionów świata i kolebką wczesnych cywilizacji. Nie bez powodu krainę położoną na skrzyżowaniu głównych szlaków wiodących z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji już Rzymianie nazywali Arabia Felix."
Kolacja z "przyjacielem" prezydenta
W Taez razem z Szeherezadą wybraliśm y się na kolację. Layla jest opisywana w przewodniku Lonely Planet jako restauracja tania, smaczna i do tego taka, w której turystów nie trują zbyt często. Leży dość daleko od centrum, wybraliśmy się tam piechotą, ale przy okazji chcieliśmy obejrzeć miasto. Mapa okazała się mało dokładna i dość często trzeba było dopytywać się o drogę. Na jednym ze skrzyżowań zatrzymał się nowy mercedes i kierowca (Arab) zaproponował pomoc. Ponieważ jechał do innej restauracji, leżącej obok poszukiwanej przez nas, zaproponował podwiezienie. Szeherezada usiadła na tylnym siedzeniu, a ja obok kierowcy. Samochód wewnątrz wyglądał jak niesprzątnięty chlew. Siedzenia brudne, wszędzie papiery, butelki, jakieś pudelka i inne odpadki. Kiedy uśmiechnięty kierowca zwrócił się do mnie, poczułem woń jak z gorzelni.
Ruszyliśmy. Nasz kierowca wyraźnie podekscytowany urodą Szeherezady (blondynka), częściej patrzył do tyłu niż przed siebie, ale mimo to po kilku minutach bezpiecznie dojechaliśmy na miejsce. Tam podszedł do nas jego kolega (z widocznym pistoletem za pasem) i zaoferował towarzystwo dwóch pań z Somalii. Ponieważ nie wykazałem zainteresowania, odd alił się.
Menu nie było rewelacyjnie bogate, ale dało się coś wybrać. Po kilku minutach przyszedł nasz znajomy twierdząc, że zmienił zdanie i kolację zje z nami. Kiedy zdjął kurtkę, okazało się że, i on ma zatknięty za pasem potężny magnum. Zrobiło się "miło" i "bezpiecznie". Nasz znajomy od razu przystąpił do konwersacji, a konkretnie do tokowania wokół Szeherezady.
W powietrzu zrobiło się gęsto od księżniczek, diamentowych oczu, perłowych ust itp. W międzyczasie jakby od niechcenia podkreślał, jaką przyjaźnią darzy go prezydent kraju. Kiedy zagęszczenie komplementów stawało się trochę kłopotliwe, Szeherezada stopowała go kilkoma zdaniami po arabsku. To trochę wybijało go z rytmu. Tokowanie trwało jakiś czas, aż nasz znajomy stwierdził, że moja obecność wyraźnie mu przeszkadza i że mnie "utłucze".
Nie było to zb yt zachęcające i trzeba było pomyśleć o ewakuacji. Szeherezada przytomnie podjęła temat alkoholu. Nasz znajomy wyraźnie się ożywił. Zatelefonował pod sobie znany numer, wyszliśmy z restauracji i pojechaliśmy na peryferie miasta. Na jednej z wąskich uliczek czekał młody człowiek, a właściwie kręcił się nerwowo. Odebrał telefon od naszego gospodarza, podszedł do samochodu, włożył głowę do wnętrza i zamarł. Pewnie nie spodziewał się obecności dwojga cudzoziemców. Uspokojony przez naszego znajomego, szybko wyjął zza koszuli trzy woreczki foliowe (o zawartości ok. 0,5 l każdy) przezroczystego płynu i wrzucił je do starej torby która leżała na podłodze samochodu. Jeszcze tylko chwi la targowania się i odjechaliśmy spod meliny. Nasz znajomy zaproponował degustację zakupionego płynu, ale Szeherezada zrezygnowała tłumacząc się względami religijnymi. Zostało to przyjęte ze zrozumieniem. Zostaliśmy odwiezieni pod wskazany adres. Po drodze nasz znajomy nie zapomniał porozmawiać z kilkoma policjantami stojącymi na skrzyżowaniu. Przy okazji zatamował ruch na jednej z ulic, ale przecież "przyjaciel prezydenta" nie musi się przejmować takimi drobiazgami.
|