Warszawa: Pogoda - Wirtualna Polska
Aktualna prognoza pogody dla całej Polski, Europy i Świata. Temperatura, deszcz, Słońce, śnieg, wiatr... o tym się dowiesz w naszej prognozie pogody. Pogoda na lato, jesień, zimę i wiosnę.
Wirtualna Polska S.A. - wp.pl
  • Warszawa

    Pochmurno i czasami deszcz.
    temp. max: 19°C
    temp. min: 13°C
    Wiatr poł-wsch.
    28.8 km/h
    Wsch. słońca 06:00
    Zach. słońca 19:06
                                  więcej>> pogoda.wp.pl

Losowe zdjęcia z galerii

Naxos.13
Image Detail
Paracas-rez...
Image Detail
INDIE - ŚWIAT W PIGUŁCE - Droga do Varanasi Drukuj Email
Wpisany przez Piotr Wojtkowski   
Spis treści
INDIE - ŚWIAT W PIGUŁCE
DELHI
JAIPUR
AGRA
KAJURAHO
Droga do Varanasi
VARANASI
BHOPAL
JHANSI
GWALIOR
DHELI
Wszystkie strony

 

 

JEDZIEMY DO VARANASI

 

Skoro świt wstajemy. Właściwie, to jeszcze przed świtem, bo ciemno. Jest 4.30. Woda w prysznicu taka sama, jak wieczorem, więc rezygnuję z kąpieli. Zaczynam się integrować z tubylcami...

Prawdę mówiąc, to nic nie szkodzi, bo kiedy obejrzałem autobus, którym mamy jechać, to troszkę zwątpiłem. Mój stan był bardzo podobny do tego pojazdu...

Mamy jechać 12 i pół godziny. Od 6 do 18.30.

Wraz z nami jedzie para starszych od nas Amerykanów. Pani Ela od razu zaczęła z nimi rozmawiać. Podowiadywała się różnych ciekawych rzeczy. Mieszkają w Malezji, bo tam najniższe podatki i najtaniej. Ściągnęli do siebie całą rodzinę i bardzo sobie to miejsce chwalą. Krótko jednak rozmawiała, bo punktualnie o 6 autobus ruszył.

Siadanie z przodu, niedaleko kierowcy i silnika, to jednak nie był zbyt szczęśliwy pomysł... Niestety, wszystkie dalsze miejsca już pozajmowali miejscowi. Widać wiedzą czym grozi jazda z przodu!

Przez pierwszą godzinę usiłowałem się jakoś dostosować, ale warkot był taki, że nic nie działało. Szczęśliwie szybko napchało się dużo ludzi, więc stanowili małą tarczę antydźwiękową. Jakoś drogę wytrzymałem, bo prawdę mówiąc innego wyjścia nie miałem. Każdy ratował się jak mógł. Amerykanka z Malezji wsadziła sobie do każdego ucha po chusteczce higienicznej.

Bardzo ciekawie, to wygląda. Tak jakby miała dłgaśne białe kolczyki, które zwisały jej do pół szyi.

Kierowca jedzie całkiem szybko. Tutaj chyba obowiązuje zasada, że kto większy i silniejszy, to ma rację. Czasami zatrzymujemy się na przystankach i wtedy mam troszkę odpoczynku od warkotu.

Można wtedy rozprostować nogi, pochodzić. Oczywiście niedaleko autobusu, bo nigdy nie wiadomo kiedy kierowca ruszy. Na jednym przystanku ruszył bardzo szybko i dopiero nasz wrzask zmusił go do zabrania Malezyjki-Amerykanki z powrotem na pokład.

Ogólnie jest całkiem nieźle, jeżeli wyłączy się słuch. Można pooglądać widoki za oknem, popodziwiać pola... Cały czas jedziemy przez pola uprawne. Ciągną się po horyzont, tylko czasami, nad brzegami rzek mogę podziwiać zarośla. Od czasu do czasu, trafiają się wzgórza i małe górki, które stanowią małe urozmaicenie tej monotonnej podróży.

Za to na drodze, co i rusz (tak około co 2-3 godziny) zmiany...

Zaprzęgi wielbłądów ciągnących wózki zastępowane są przez zaprzęgi składające się z krów, czy innej rogacizny. Czasami mam okazję podziwiać słonia niosącego na grzbiecie jakieś pakunki.

Jakieś 100-150 kilometrów przed Varanasi zaprzęgi zwierzęce zastępowane są przez traktory i tuk-tuki. Widać, że zaczyna być bardziej cywilizowanie...

Czasami widać samotną krowę na ulicy, ale to wyjątki. Większość zwierzaków pozamykana w zagrodach. Na odmianę za to, świnie biegają swobodnie. Tyle, że jakieś takie szczeciniaste, bardziej do dzików podobne. Kargul i Pawlak nie musieliby malować...

Zbliża się godzina 18 i cieszymy się wszyscy z końca podróży. Już niedaleko... Na drogowskazie jest napisane, że do Varanasi 50 km.

Jedziemy z pół godziny i widzę drogowskaz, który informuje mnie ,ze mamy jeszcze 80 km. I tak do 21.30, kiedy wreszcie nas wyładowano, gdzieś na skraju miasta...

To jest właśnie ambiwalentne uczucie. Cieszymy się, że już koniec ja zdy, ale za diabła nie wiemy gdzie jesteśmy i jak się dostać do h otelu.

Szczęśliwie na miejscu jest kilka tuk-tuków. Kierow cy bardzo chętnie nas zawożą do starej części Varanasi, a nawet prowadzą do hotelu.

Brak miejsc. Za sobą słyszę komentarze Maćkó w, że istnieją telefony i wszystko można było załatwić w Khajuraho. Nic nie odpowiadam. Mam cierpliwość. Oni naprawdę sobie myślą, że nam wielką łaskę robią swoim towarzystwem, a my mamy obowiązek dbać o ich wygodę. Za free... Z estymą wspominam Jacka z Peru, który był sympatyczny i pomocny, nie narzekający, traktujący wszystko ze spokojem i ciekawością... Ah! Żeby można było ich tak zostawić i jechać nawet i w trójkę...

W następnym hotelu znajdujemy wolne dwa pokoje. Maćki zajmują większy – zmęczeni, my się upychamy w mniejszym.

Oni spać, a my na kolację. Do knajpki przyhotelowej nad Gangesem.

Świat jest naprawdę mały! Znowu spotykamy Raya i Calinę. Przylecieli do Varanasi samolotem. Siedzimy i gadamy do pólnocy. To znaczy, głównie Pani Ela, ja z Rayem rozmawiam w języku różnym. Słowacko-polsko-angielsko-migowym.