Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

napisała : Ela Piskorska

Mamallapuram

30 stycznia
Wstaliśmy o 6 rano, obudziliśmy pana śpiącego w recepcji i udaliśmy się na poszukiwania tuk-tuka.
Już wcześniej zauważyłam, że miejscowe autobusy zatrzymują się na każde machnięcie ręką, tym razem pan kierowca zabrał młodą kobietę z dzieckiem. Na początku konduktor pomógł jej wejść i poukładał pakunki jakie ze sobą wiozła a ją samą usadził z dzieckiem.
Pani zaczęła zaraz rozmowę z kierowcą, przyjemnie było obserwować ich rozmowę, ciągle się do siebie uśmiechali opowiadając sobie kolejne historie. Za chwilę przyłączył się do nich konduktor a potem siedząca obok starsza kobieta.
Wspaniale było patrzeć na tych ludzi, ich optymizm i błyszczące oczy. Wydawało mi się, że są to dobrzy znajomi, może nawet rodzina, ale kiedy zapytałam się, gdzie mamy wyjść do mnie też wszyscy zwracali się z uśmiechem. Tamilowie mają ogromne pokłady optymizmu i dobrego humoru.
Wysiedliśmy na przystanku pośrednim i pojechaliśmy do Mamallapuram. Hotel, który polecał mój przewodnik okazał się pełny. Zaczęliśmy szukać innego i zostaliśmy zagarnięci przez właściciela małego hoteliku. Wybór okazał się niefortunny bo hotel nie miał klimatyzacji, która okazała się tutaj niezbędna w nocy.
Plaża w miasteczku jest piaszczysta i niesamowicie brudna. Na plaży koczują bezdomni, wałęsające się krowy i bezdomne psy. Fale oceaniczne nie były wysokie, próbowaliśmy się wykąpać ale nic z tego, prądy morskie były zbyt mocne. Na piasku też nie dało się posiedzieć, bo każdy kto tego próbował natychmiast otaczany był grupą sprzedawców wszelkiego badziewia. Jedyne co można robić, to spacerować brzegiem oceanu i nie zwracać uwagi na handlarzy.
Na szczęście miasteczko posiada ogromną ilość wspaniałych świątyń z dawnych okresów świetności.
Jedna ze świątyń zbudowana została na wzniesieniu tuż nad brzegiem oceanu i wyglądała szczególnie intrygująco. Oglądanie pozostawiamy na dzień następny.

31 stycznia
Rano poszliśmy poszukać Świątyń Five Rathas z VII wieku, najbardziej znanych w okolicy. Zespół świątyń usytuowany jest na dole naturalnego wzgórza świątynnego, zbudowanego z ogromnych skał granitowych.
Same świątynie wykuto w skałach piaskowcowych, przez co zatarła się z czasem część wspaniałych dekoracji rzeźbiarskich.
Miejsce w którym zbudowano świątynie, oraz ich wielkość świadczą o potędze cywilizacji, która je zbudowała. Na jeden łączony bilet można było także obejrzeć świątynię nad samym morzem, która nie jest tak bardzo atrakcyjna jak wydaje się z daleka.
Czas i ocean wywarły na nią wielki wpływ, zatarły piękno jakie miały rzeźbienia na figurach, pozostały jedynie ogólne zarysy. Z przewodnika, dowiedzieliśmy się, że w oceanie jest dalsza część świątyni. Świątynia stojąca na wybrzeżu charakteryzuje się pięknymi proporcjami, dlatego oglądana przy zachodzie słońca wygląda imponująco.
Kiedy byliśmy w Belur, spotkany tam Hindus porównał świątynie w Mamallapuram do świątyń w Belur. Dla mnie to były dwa różne światy, całkowicie odmienne.
Niezwykle atrakcyjne natomiast okazało się skaliste wzgórze świątynne. Cały zespół świątyń zbudowany został między ogromnymi blokami skalnymi. Część świątyń znajduje się na szczytach skał, a inne świątynie poukrywane zostały w jaskiniach.
Miejscowi ludzie są niezwykle sympatyczni i uczynni. Księgarz u którego chciałam wymienić powieść mojego ukochanego autora Dicka Francisa, nie chciał żadnych pieniędzy, a kiedy zostawiłam mu niepotrzebny nam już przewodnik po Indiach, koniecznie chciał mi się czymś zrewanżować.
Sprzedawca figurek rzeźbionych omal nas nie ucałował, kiedy kupiliśmy u niego dwie figurki. Wieczorem w małej restauracji, o swojsko brzmiącej nazwie Samovar, właściciel przyszedł aby porozmawiać. Życie tutaj płynie powoli, a Tamilowie lubią się nim cieszyć.

01 lutego
Tego dnia w Mamallapuram nie było cały dzień prądu, jak się dowiedzieliśmy, okresowe wyłączanie prądu, to tutaj codzienność, slogan reklamowy Incredible India nabiera sensu.
Rano przy kawie spotkaliśmy krajanów z południowej części Polski. Tak jak i my podróżowali samodzielnie, opowiadali nam z humorem o nieudanych wyprawach na oglądanie delfinów i nurkowanie na Morzu Andamańskim.
Indyjskie biura podróży obiecują najwyższą jakość i pobierają opłatę z góry, rzeczywistość jest krańcowo odmienna. My też tego doświadczyliśmy w Kumily, gdzie chciliśmy zobaczyć zwierzęta w parku narodowym, wszystko skończyło się na obietnicach.
Wynajęliśmy tuk-tuka i pojechaliśmy obejrzeć Tiger Cave.
Świątynia znajduje się około 8 km od Mamallapuram, aby tam dojechać część trasy kierowca jechał dwupasmówką pod prąd, nikogo to specjalnie nie dziwiło.
W trakcie naszej podróży po południowych Indiach, wielokrotnie oglądałam zachowania kierowców, które naszym kierowcom nawet nie przyszłyby do głowy. Wyprzedzanie na trzeciego, to tutaj norma, jazda pod prąd, też nikogo nie dziwi. Najbardziej jednak, niezwykłe są niektóre pojazdy, wyglądające jak domowe wytwory, silnik rama i reszta, która była dostępna.
Tiger Cave to duża jaskinia otoczona wyrzeźbionymi głowami tygrysów. Obok znajduje się inne niezwykłe miejsce nazywane Sira Shrine. Byliśmy jedynymi zwiedzającymi w całym kompleksie i mieliśmy okazję podpatrzeć prace archeologiczne na tym terenie.
Wieczorem poszliśmy do Samovara i zamówiliśmy po pół kurczaka tandori, dostaliśmy dwa udka zmrożone w środku, nakarmiliśmy nimi dwa bezpańskie pieski na plaży.

02 lutego
Miasteczko tak bardzo nam się spodobało, że zrezygnowaliśmy z wyjazdu na nocleg do Madrasu, zmieniliśmy tylko hotel na klimatyzowany i otoczony wewnętrznym ogrodem.
Przed wyjazdem kupujemy drobiazgi i suweniry, przy okazji uszczęśliwiliśmy dwóch sprzedawców na plaży, kupując od nich tutejszy batik i korale.
Po południu pojechaliśmy do Chennai na lotnisko.
Czekając na wejście do samolotu oglądaliśmy scenę jak z horroru. Jeden z czekających na samolot hinduskich pasażerów dostał drgawek i jakiegoś ataku, obsługa lotniska najpierw długo mu się przyglądała intensywnie dyskutując, następnie przychodzili kolejno: ochroniarze, urzędnicy lotniskowi i inni oficjele, widać było, że nikt nie jest w stanie wezwać lekarza.
Wśród oczekujących na samolot znalazła się pielęgniarka, która usiłowała mu pomóc. Jedyne czego dokonała to ułożenie go na poziomie podłogi. Przez około 30 minut, zanim weszliśmy do samolotu, człowiek ten praktycznie pozbawiony był jakiejkolwiek pomocy medycznej. Szok i niedowierzanie, że można zasłabnąć wśród tłumu i być pozbawionym pomocy.


Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram

Mamallapuram
Mamallapuram