napisała : Ela Piskorska
listopad 2013
Barcelona listopad 2013
12 listopada
Po wczorajszych przejściach pieszych, moje nogi są spuchnięte i nie nadają się do dalekich przejść. Postanawiamy, że kupimy bilety jednodniowe i dzisiaj będziemy wszędzie jeździć.
Jako pierwsze ciekawe miejsce do obejrzenia wybieramy gmach główny uniwersytetu. Przewodnik Pascala dużo pisze o miejscowym uniwersytecie, jego historii i renomie. Owszem gmach widziany z zewnątrz wydaje się być ciekawy, ale w środku szara uczelniana rzeczywistość. Rezygnujemy z poszukiwania ciekawych wnętrz na tej uczelni i jedziemy metrem na Plaza Espana.
Budynki wybudowane tutaj na wystawę światową w roku 1929, nie robią na nas wrażenia, ich monumentalizm w mieście w którym jest tyle przykładów wspaniałej architektury, nie stanowi powodu do dumy. Najpiękniejsze dla nas są fontanny, których tutaj jest ogromna ilość. Wjeżdżamy na wzgórze ruchomymi schodami, aby znaleźć się przy okazałym Muzeum Sztuki Katalońskiej. Według przewodnika znajdują się tutaj wspaniałe zbiory współczesnej sztuki katalońskiej. Szczegółowe zwiedzanie wnętrza zostawiamy na następny przyjazd, dzisiaj szkoda pięknej pogody i w planach mamy jeszcze wiele innych atrakcyjnych punktów.
Kolejnym miejscem jest Arc de Triomf, gdzie wznosi się ogromny ceglany budynek przypominający zamek. Obecnie mieści się tu komenda policji a sam budynek jest mocno zaniedbany, tak jak i pobliski park. Z kolei na placu de les Glories Catalanes znajduje się wysoki, kolorowy i modernistyczny budynek o charakterystycznym kształcie.
Aby zobaczyć kolejny budynek wybudowany przez Gaudiego jedziemy metrem do przystanku Fontana. Kiedy tam docieramy, zdezorientowana pytam starszą kobietę gdzie jest ulica les Carolines i słyszę w odpowiedzi, że takiej ulicy nie ma w pobliżu. Ale kiedy powiedziałam, że szukam budynku Gaudiego, natychmiast nas tam skierowano i była to ulica les Carolines. Fasada Casa Vicenc jest niezwykle bogato ozdobiona. Przypomniała mi kolorowe zdobienia pustynnych pałaców na południu Tunezji.
Jako ostatnie miejsce do zwiedzania wybrałam park Guell. Na nasze szczęście działały ruchome schody! Piękna pogoda i sława tego miejsca, ściągnęły ogromną liczbę zwiedzających. Tłumy turystów zakłóciły wrażenia, że oto znaleźliśmy się w fantastycznych pieczarach i bajkowych okolicach. Ale i tak było warto!
Wieczorem w barze tapas żegnamy się z Barceloną, jak dla nas pozostanie ona miastem bajkowym.