napisała : Ela Piskorska
15 stycznia Jogg Falls
Aby dojechać do celu, czyli do wodospadów Jogg Falls, odbyliśmy całą odyseję autobusową.
Najpierw dojechaliśmy lokalnym autobusem do Cancony, gdzie przesiedliśmy się w autobus do Karwar.
Droga do Karwar niezwykle piękna wiodła górami przez dżunglę.
Przed dojazdem do miasta jechaliśmy przez długi most, po prawej widać było ocean, z lewej strony ujście dużej rzeki.
W Karwar przesiedliśmy się do innego autobusu i dojechaliśmy do Honavar.
Mała przerwa na smaczne (i tanie) jedzenie w miejscowym barze i następny autobus zawiózł nas na krzyżówkę w pobliżu wodospadów Jogg Falls.
Ostatnie dwa kilometry pokonujemy pieszo, jesteśmy zadowoleni, że wreszcie dojechaliśmy.
Podróżowanie miejscowymi indyjskimi autobusami wymaga bardzo dobrej kondycji fizycznej. Brak jest dobrego resorowania, siedząc z tyłu jest się wyrzucanym w górę na wybojach, natomiast siedząc z przodu, słyszy się przeraźliwe trąbienie kierowcy.
Znajdujemy zupełnie nowy hotel przy wodospadach, właściciel jest sympatyczny, najpierw proponuje nam klimatyzowany apartament za 2500R. Ostatecznie wynajmuje nam duży pokój bez klimatyzacji za 900R.
Przebieramy się, odświeżamy i biegniemy zobaczyć słynne wodospady.
Okazało się, że wejście do wodospadów czynne jest tylko do godz. 16, mieliśmy więc 1 godzinę na pokonanie 1350 stopni w dół, a potem w górę.
Byliśmy w suchej porze roku i wody nie było zbyt wiele, ale mimo wszystko warto było.
Wodospady przepiękne a jeszcze atrakcyjniej prezentuje się cała dolina przy zejściu w dół.
Woda spada z wysokości 253 m i spływa wąską gardzielą, tworząc niżej rwący górski strumień. Na zdjęciach jakie oglądałam w domu przygotowując trasę, widziałam całe zbocze pokryte spływającą w dół wodą.
W połowie stycznie są to zaledwie cztery pojedyncze strumienie wody. Mała ilość wody ma też dobrą stronę, bo możemy zobaczyć jak piękne są otaczające nas skały i subtropikalna roślinność.
Powrotna droga po stopniach w górę dała się nam we znaki, dodatkowym utrapieniem są miejscowi, którzy bez przerwy chcą sobie z nami zrobić selfie.
Kiedy wreszcie dochodzimy na górę kupujemy świeże ananasy, dookoła wspaniała górska sceneria.
Odczuwamy radość i mamy poczucie spełnienia.
Nasz hotel położony jest na górze przy samych wodospadach, tuż za hotelem jest urwisko. Teren jest niebezpieczny i przez to zagrodzony siatką. Oglądamy jak strażnik wygania młodych miejscowych chłopców, którzy przeszli poza siatkę nad wodospady. Każdemu wymierzył po kilka uderzeń kijem bambusowym (żaden nie usiłował uciec).